środa, 1 października 2014

Zamiast zaproszenia

"Wolontariusz od kotów".
Chcesz  nim zostać? To posłuchaj.

Czasem będzie cudownie, spokojnie, cicho. Usiądziesz na podłodze w kociarni, a koty będą podchodzić, żeby sprawdzić, kim jesteś. Będą takie, które wejdą Ci na kolana i nie będą chciały z nich zejść. Gdy będziesz porządkować kociarnię, będą chodzić krok w krok za Tobą i wykorzystają każdą okazję, by wskoczyć Ci na ramię.
To będą takie zimowe, niespieszne dni, gdy będzie czas na długie rozmowy o kotach, adopcjach i zawiłościach kocio-ludzkich losów.

Gdy będziesz nam pomagać w szpitalu, zatrzymasz się na dłużej przy każdej klatce i dasz kotu to, co poza czystym kocykiem i pełną miseczką jest mu potrzebne najbardziej - swoją uwagę, troskę, dotyk, chwilę zabawy. Czasem będziemy razem płakać nad chorym kotem, czasem śmiać się z jego podskoków i bałaganu, jaki robi w klatce.

A potem przyjdzie kolejne lato i czas nagle przyspieszy.
Klatki znów zaczną się zapełniać i pierwszą myślą na widok nowego kota czekającego w transporterze będzie paniczne: NIE MAM GO GDZIE UMIEŚCIĆ!!!!!!
I tak, jak nas, także i Ciebie będzie ogarniać to ogromnie zmęczenie, ta bezsilność, to poczucie, że robisz wszystko, co jesteś w stanie zrobić, a i tak ciągle za mało. Będziesz czuć każdy bolący mięsień, będą Ci się uginać kolana na widok wielkiego stosu kocich misek czekających w zlewie na umycie. Będzie brzydko pachnieć. Będzie tak strasznie gorąco. Wokół będą unosić się resztki brudnego żwirku.
Wtedy nie będzie nawet czasu, by zbyt długo płakać nad tym, że nie udało się uratować kolejnego malucha, bo przecież kilkadziesiąt pozostałych czeka na Ciebie i tak bardzo chce, żeby choć na chwilę się nimi zająć.
A potem...nie minie nawet parę minut, a będziesz się uśmiechać, bo oto kot jedzie do nowego domu i wtedy zapomina się o wszystkim, co złe i smutne.

Co możemy Ci obiecać, nasz wolontariuszu od kotów?
Że czasem będziesz zmęczony, brudny, spocony.
Że będzie Cię ogarniać zniechęcenie, bo przecież już było tak dobrze, a jednak się nie udało...
Że zaczną Ci rosnąć skrzydła, gdy sparaliżowany dotąd kot zacznie poruszać łapkami, a potem, gdy będziesz widzieć, jak samodzielnie chodzi.
Że poczujesz na sercu ciepło, kiedy kot, który uciekał przed Tobą w kociarni, któregoś dnia podejdzie i nosem dotknie Twojej ręki.

Zanim opublikuję ten wpis, posłuchaj jednak uważnie.

To nie jest sposób na poprawę swojego samopoczucia.
To nie jest sposób na zrekompensowanie sobie czegokolwiek.
To nie jest sposób na pokazanie światu i samemu sobie, jaki z Ciebie szlachetny człowiek.
To sposób na danie z siebie tego, co w Tobie dobre. Na dokarmienie "dobrego wilka".
Dlatego przyjdź. http://schronisko.com/

6 komentarzy:

  1. Bycie wolentariuszem to wielka odpowiedzialność.
    Ale i satysfakcja , kiedy kot któremu pomagasz wyzdrowieje znajdzie dom...
    Piękny wpis...

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama prawda. Pięknie napisany tekst. Polecam dalej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogę tylko dołączyć do komentarzy powyżej: pięknie i mądrze napisane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękny, wzruszający wpis. Poważnie się zastanawiam nad wolontariatem...

    OdpowiedzUsuń
  5. Od lat pomagam kotom we wrześniu trafiły do mnie trzy kociaki z panleukope nią.Leczenie a raczej walka z tym świństwem to "jazda bez trzymanki".Dwa maluchy przegrały,pomimo kroplówek leków i determinacji mojego weta(cudowny młody człowiek)Moja czwórka rezydentów przetrwała,były szczepione to podstawa odpowiedzialnego kociarza.Spotkałam się z opinią że koty niewychodzace nie muszą być szczepione bzdura weta który to powiedział odpuściłam sobie.Trzeci maluch wygrał nadal dostaje leki ale już je biegunka mineła.RADOSC.Miał pójść do adopcji ale chyba go nie oddam mam jeszcze troche miejsca w domu i w sercu.Blog super wpisy wzruszające tylko dlaczego tak mało;)))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń