wtorek, 1 kwietnia 2014

Długa historia o drodze do kociego serca - cz.II

Rozczaruję Cię - wciąż jeszcze za wcześnie, aby napisać  "i odtąd było już coraz lepiej i coraz piękniej". To prawda, każdego kolejnego dnia Wojtuś rozluźniał się troszeczkę bardziej i zaczynał zwracać uwagę na to, co się wokół niego dzieje. Lubił te moje "recytowanki" i "śpiewanki" - już nie udawał, że mnie ignoruje, tylko patrzył wyczekująco za każdym razem, gdy przestawałam mówić. A jednak każdego ranka, gdy wchodziłam do kontenera, zastawałam Wojtka rozpłaszczonego na dnie klatki, ze stulonymi uszami i przestraszonym spojrzeniem. Zupełnie jakby w nocy wracały do niego koszmary, jakby nie było tych dobrych chwil w ciągu dnia...
Nadal trudno było posprzątać jego klatkę. Nawet miseczkę wsuwałam w dalszym ciągu bardzo ostrożnie, a gdy delikatnie próbowałam wymienić posłanie, Wojtek syczał i warczał - widok złożonego ręcznika przesuwającego się tuż obok niego, albo co gorsza, nad nim, kojarzył mu się chyba tylko z unieruchomieniem do zastrzyku...
Na szczęście Wojtek miał dobry apetyt. Otwierałam więc tuż przy nim saszetkę z mokrą karmą i podsuwałam ją bliżej, aby mógł poczuć zapach...O, tak, to się Wojtusiowi podobało....do tego stopnia, że gdy następnie otwierałam powolutku klatkę i wsuwałam rękę z saszetką, prawie wkładał do niej nos. Wtedy wkładałam do miseczki kilka kawałków karmy, szybko zabierałam kuwetę i posłanie,  i zamykałam klatkę. Wojtek jadł, a potem patrzył na mnie pytająco - jak to, czy to naprawdę było wszystko? Niestety, w tej chwili wszystko, bo czekały na niego mniej przyjemne przeżycia. Musiałam zdjąć klatkę z regału, postawić ją na podłodze i delikatnie wyciągnąć dno, aby je wyczyścić - Wojtek w tym czasie stał ograniczony ścianami klatki. Zdenerwowany i wystraszony, stawał na tylnych łapkach, przednimi chwytając się prętów, powarkiwał i miauczał bardziej ze strachu, niż ze złości, a gdy przechodziłam obok, odskakiwał prychając. Starałam się jak mogłam, aby wszystko przebiegało szybko i możliwie spokojnie, ale i tak gdy klatka z powrotem lądowała na półce, Wojtek był zupełnie wyprowadzony z równowagi.
Wtedy odczekiwałam parę minut i znów pokazywałam mu otwartą saszetkę. Znów ciekawość i łakomstwo były silniejsze, niż strach - Wojtuś sprawdzał, co jest w saszetce, a w miseczce za chwilę pojawiało się kilka kawałeczków karmy. Mogłam wtedy włożyć do klatki czystą kuwetę i kocyk. Znów zamykałam delikatnie klatkę i szłam do swoich zajęć, a zerkając co jakiś czas na Wojtka widziałam, że zaczął mi się przyglądać - bo może jednak podejdę do klatki jeszcze raz i dam mu jeść?... Oczywiście miał rację :-). Podchodziłam i wkładałam do miseczki kolejną malutką porcję karmy.
W końcu odważyłam się i gdy Wojtek jadł, pogłaskałam go po głowie, a potem przesunęłam dłonią po jego grzbiecie - czułam, że nie bardzo wie, jak zareagować, ale nie przestał jeść.
Potem odkryłam, że Wojtuś bardzo lubi suszone "kiełbaski" dla kotów. Dostawał więc kawałeczek, zanim zabierałam się za sprzątanie i w jego trakcie. Już wiedział, że wyjmowanie kuwety czy kocyka nie jest żadnym zagrożeniem, bo oznacza, że za chwilę dostanie pachnący "smaczek". Nadal nie podobało mu się stawianie klatki na podłodze, ale zapewniałam go, że jest moim kochanym koteczkiem i zaraz wróci na swoją półkę i dostanie coś dobrego do jedzenia...Już nie słychać było strachu w jego głosie, gdy miauczał, a sam Wojtek wodził za mną proszącym wzrokiem. Gdy tylko wracał na półkę, czekał na nową porcję mięska w miseczce albo kolejny kawałek "kiełbaski". Sprzątanie klatki zostało "odczarowane".
Wojtuś już bez problemu pozwalał się głaskać podczas jedzenia, a w końcu sam zaczął się tego dopraszać. Kot, który jeszcze dziesięć dni wcześniej bał się zmienić pozycję w mojej obecności, teraz zaczął "strzelać baranki", ocierał się policzkami o moje dłonie i spędzał całe godziny wystawiając brzuszek do słońca. Któregoś ranka zobaczyłam stojącego w klatce Wojtka, który tak, jak pozostałe koty patrzył na mnie wyczekująco i miauczał: "daj jeść! daj jeść!". Nie było już nocnych koszmarów.
c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz